Witam Was.
Pewnie większość z Was miała już do czynienia z moją twórczością i wie jak wygląda mój styl. Osoby, które trafiły do mnie po raz pierwszy - mam nadzieje, że spodoba Wam się to co tworze i będziecie zaglądać tutaj częściej.
Na tym blogu pojawiać będą się one shoty o różnej tematyce. Będę się starać o coś oryginalnego, coś co Was zaciekawi.
Jeśli interesują Was moje wcześniejsze prace zapraszam do zakładki 'wcześniejsze prace' jest tam wszystko co uznałam, że jest warte przeczytania. Ta zakładka na pewno co jakiś czas będzie ulegać aktualizacji bo nie jest to jedyny blog na którym pisze.
Wracając do tematyki, osoby które już mnie znają wiedzą, że nie pisze błahych opowiastek o miłości ze szczęśliwymi zakończeniami. Moje prace opierają się na problemach, które zauważam w swoim otoczeniu i uważam je za coś wartego opisania. Postaram się również przy każdym shocie zadać Wam pytanie, żebyśmy mieli ze sobą jakiś kontakt.
Postanowiłam że jeszcze w tej notce pojawi się króciutki one shot, który przedstawi Wam przynajmniej po części to co robię. Mam nadzieje, że Wam się spodoba. Jeśli będziecie chcieli być informowani wystarczy że zostawicie swój nick z TT w komentarzu
Nie przedłużając zapraszam Was do czytania
Zagubiona i przerażona.
Lucy nie wiedziała gdzie ma uciec. Ojciec pogrążony w swoim uzależnieniu nie kontrolował swoich poczynań. Ona potrzebowała zrozumienia i miłości, tylko tyle. Nikt jej tego nie potrafił dać. W końcu nie wytrzymała. Dała się ponieść swoim lękom i przyzwyczajeniom. Nie była jak zwykła nastolatka, w jej głowie plątało się zbyt dużo niebezpiecznych pokus. Nie potrafiła myśleć o niczym innym. Nie ubierała skąpych, odkrywających ciała ubrań. Ukrywała swoje cierpienie na wszystkie możliwe sposoby. Chciała żeby oznaki jej słabości zniknęły ale nie mogła cofnąć czasu do momentu kiedy pierwszy raz to zrobiła. To był impuls, chciała poczuć ten ból. Później działo się to regularnie, noc w noc.
Lucy wstydziła się tego, że lubi ból ale nie wiedziała jak wygrać tę walkę.
Osłabiona, ledwo trzymała się na nogach. Wyszła z zaniedbanego mieszkania z torbą, do której schowała najpotrzebniejsze rzeczy, ubrania i oczywiście pudełeczko z ostrzami.
Tak, Lucy ma problemy z okaleczaniem swojego ciała. Wszystko zaczęło się kiedy jej matka zginęła w nieszczęśliwym wypadku. Nie spała po nocach, płakała i nie potrafiła wyobrazić sobie życia bez jedynej osoby, która kochała ją całym sercem. Pewnego razu zbiła szklankę a jej odłamek rozciął jej dłoń. Ból, który poczuła przez pierwsze kilka chwil był nie do zniesienia. Dziewczyna nigdy nie była odporna na ból, bała się go czuć. Ten strach ją paraliżował. Jednak po upływie tych kilku minut to co czuła podobało je się, chwyciła kawałek szkła i przecięła skórę w kilku innych miejscach. Czuła ból ale też dziwną mieszaninę ekscytacji i podniecenia.
Nie chciała tego kończyć mimo, że wiedziała, że jest to dla niej niebezpieczne. Jedno złe pociągnięcie żyletką i jej życie się skończy. Tylko że ona właśnie tego pragnęła. Chciała, żeby to cierpienie w końcu się skończyło. Nie widziała innego sposobu na zrealizowanie tego powiedzmy marzenia. Często zastanawiała się też jak będzie wyglądać jej życie za kilka lat, czy nadal będzie się okaleczać? Co powie wtedy swoim dzieciom jeśli będzie je miała. Pragnęła być kochana ale czuła, że z bliznami nikt nie będzie w stanie jej pokochać.
Tak mijały dni i noce. W dzień udawała, że jest szczęśliwa w nocy natomiast dawała się ponieść emocją, na nadgarstkach pojawiało się coraz więcej zaczerwienionych ran.
W dzień urodzin jej matki, naciągnęła na siebie rozciągnięty czarny sweter i wyszła złożyć kwiaty na jej grobie. Spotkała tam swojego ojca, oczywiście nie był trzeźwy. Nie mogła tego znieść, nie w tak wyjątkowy dzień, który chciała spędzić bez nadmiaru cierpienia. Wstając tego ranka z łóżka obiecała sobie, że ten dzień minie jej bez kałuży krwi w łazience.
Jednak nie wyszło tak jak sobie obiecała. Przez ojca nie potrafiła się kontrolować, to na co tak długo czekała ale nie miała odwagi w końcu się spełniło. Jedno złe nacięcie zniszczyło całe jej życie.
Wykrwawiła się.
świetnie piszesz x na pewno jeszcze u wpadnę :)
OdpowiedzUsuńTragiczne ale cudownie napisane x
OdpowiedzUsuńWybacz, ale wcześniej nie za bardzo miałam okazję tu wpaść
OdpowiedzUsuńPrzyznam się, że nie miałam zamiaru komentować, ale to, co widzę powyżej - muszę
Po pięć błędów interpunkcyjnych w jednej linijce, ale Twoim największym problemem jest tragiczna powaga. Jestem przekonana, że mój tata spokojnie potrafiłby napisać to samo co Ty, ale z o wiele większym humorem, jakimś jajem i czymś co przyciągnie czytelników
Widzisz ile osób to czyta? Praktycznie nikt
Czy ktoś odwiedza zakładkę z innymi blogami? Proszę Cię
Przeczyta dwie pierwsze linijki i ucieknie z bloga mentalnej czterdziestolatki
Mówisz, że nie piszesz głupich miłosnych opowiastek, ale to co robisz jest jeszcze gorsze
Po kilku zdaniach wiedziałam, że matka zmarła, ojciec pije, a taka biedna okaleczająca się dziewczynka na koniec zdycha
Wszystko kończy się tak samo, jest takie schematyczne, takie beznadziejne
Pracuj nad tym, bo nikt, absolutnie nikt tego nie będzie czytał, a tym bardziej nie będzie miał siły kłamać w komentarzach. Weź się może za te miłosne telenowele. Może to Ci wyjdzie, ale z takim językiem wspłóczuję ludziom, którzy z Tobą przebywają na co dzień
żaba
Osoba wyżej ma chyba zaburzenia emocjonalne, najwidoczniej zazdrość lub inne uczucie, którego określić nie potrafię, przemawia przez autorkę komentarza... No cóż... Nie wiem kim jest ta persona, ale porównywanie czyjegoś stylu z innymi jest ciosem poniżej pasa.. Wydaję mi się, że Twoje "rady" to po prostu wytykanie błędów. Krytyka powinna być uzasadniona, wybacz, nie zgadzam się z Tobą, masz chyba ze sobą jakiś problem, bo zawsze znajdzie się coś, co Ci nie pasuje. Jeżeli się nie podoba: wyjdź, nie czytaj, nikt nie będzie za Tobą płakał, nikomu nie będzie szkoda, zapewniam.
OdpowiedzUsuńA co do tego, co napisała kochana Dusia - pomimo iż czytam to po raz drugi, nadal uważam, że tekst bardzo krótki i nadal jestem zdania, że rozwijasz się i piszesz coraz lepiej :) Nie przejmuj się błędami, w końcu wszystko opanujesz, będzie dobrze!
-Paulinka
Nawiązując do komentarza Mundzi K. - nie jestem pewna, czy niesmak i zgorszenie, to dobre słowa, by określi moje uczucia, podczas czytania tej opinii.
OdpowiedzUsuńNie zniechęcaj się od razu, proszę!
W każdym razie, jeśli chodzi o moje zdanie.
Brakuje paru przecinków, niektóre wyrażenia się powtarzają (na przykład ból), co lekko mnie zraziło - pewnie dlatego, iż jestem wyjątkowo na to uczulona. Nie rozumiem! Jak można w historii o okaleczaniu się, dodać nutkę komizmu? Naprawdę chciałabym, przeczytać coś w wykonaniu dziewczyny, która to zaproponowała. Na pewno wszyscy mielibyśmy ubaw po pachy, gdy bohaterka z uśmiechem na twarzy, kroczy przez życie z żyletką, ojcem alkoholikiem, a także matką w grobie. Coś niesłychanego!
Reasumując, nie wolno się poddawać! Spotkasz w życiu więcej krytyki, jak każdy z nas, a myślę, że owy komentarz złapał Cię za serce. Oczywiście - i niestety - w negatywny sposób.
Rada? Poczytaj o zasadach stawiania przecinków oraz używaj synonimów, ponieważ brak tego, razi oczy, niczym letnie słońce.
Trzymaj się, Skarbie:)
Bardzo mi się podoba,świetnie napisane i czekam na więcej @cyruswherz :)
OdpowiedzUsuńjejku świetny czekam na następny i możesz mnie informować? @avezain
OdpowiedzUsuń